Wszyscy członkowie odnalezieni i piękna nagroda dla Aliny

Galeria

Alina wraz z Dawidem zaczęli śledzić menadżera zespołu. Zaczęli gdzieś od szóstej rano. Dawid pożyczył samochód taty i pojechali razem pod hotel, w którym mieszkał mężczyzna. Pan Kazimierz Serek był mężczyzną po pięćdziesiątce. Był wysoki, dobrze zbudowany i zawsze chodził … Czytaj dalej

Ta sprawa doprowadziła do tego, że Alinę poznało całe miasto!

Aleksander zgodnie z obietnicą, jaką złożył swojej kuzynce, poszedł do tego całego Czuby. Postanowił, że uda, że chce kupić od niego jakieś narkotyki. Pomyślał, że przez to dowie się, jak miej więcej działa u nich ten interes.  Rano zadzwonił do Aliny i zapytał się, gdzie mieszkają ci studenci.

- Skoro mieszkają tam, gdzie Monika, to jej może wszystko przekażę, co? – zapytał Alek.

- Spoko, a ja przyjadę do niej wieczorem – zgodziła się Alina i dodała – Chyba ci faceci mnie kojarzą, bo wspominali o mnie podczas rozmowy w parku, więc lepiej, żebym się tam im nie pokazywała zbyt często.

- Ok, to życz mi szczęścia – pożegnał się Alek i rozłączył się z Aliną. Gdy skończył rozmowę, przyjechał akurat jego autobus.

 

Alek jeszcze dodatkowo wstąpił do Moniki, która pomogła mu zainstalować małą kamerę w plecaku, którą Alina dostała kiedyś na urodziny od swojego wujka. Potem mężczyzna poszedł do sąsiedniego pokoju. Serce waliło mu jak młotem, ale musiał to zrobić – w końcu się zdeklarował i bardzo chciał pomóc dziewczynom. Drzwi otworzył mu właśnie Czuba.

- No siemka, Olek! Widzę, że się zdecydowałeś! – zawołał mężczyzna wesoło i wpuścił Alka do środka. W pokoju było pełno butelek po piwie, pustych paczek po papierosach. Nigdzie raczej nie było żadnych narkotyków.

- A gdzie towar macie? – zapytał Alek.

- Już ci pokazuje! – zawołał Czuba i podniósł poduszkę na jednym z łóżek. Znajdowały się tam woreczki z przeróżnymi proszkami.

- No, to widzę, że jest z czego wybierać! – zaśmiał się Alek i stanął na chwilę na palcach, udając, że ogląda woreczki, aby uwiecznić ważne dowody ukrytą kamerą.

- Ile który kosztuje? – zapytał Alek.

- Kokaina 60, maryśka 30 – odparł Czuba i zapytał – Co bierzesz?

- Jeszcze się zastanowię – odpowiedział Aleksander i mimochodem spojrzał w stronę łazienki. Na wysokości jednej trzeciej drzwi zobaczył czyjąś twarz.

- Dobra, to ja pójdę do sąsiedniego pokoju, żeby mój kolega cię zapisał  - rzekł Czuba i poprosił jeszcze po nazwisko. W tym czasie Alek podszedł do drzwi łazienki i cichutko je otworzył. Na podłodze leżała dziewczyna w krótkich, czarnych włosach, ubrana w zielony top i szare, długie spodnie dresowe. Butów nie miała. Na ustach miała taśmę. Alek szybko zrobił jej zdjęcie i zamknął drzwi. Gdy Czuba przyszedł, szybko się z nim pożegnał i pobiegł prosto do Moniki. Gdy przyszedł do dziewczyny, oznajmił:

- Musimy iść jak najszybciej na policję! Oni tam kogoś trzymają!

Po tych słowach pokazał zdjęcia Monice i Ani, która rozpłakała się na jego widok, ponieważ była to jej koleżanka, Dorota, która zaginęła. Monika szybko zadzwoniła po Alinę. Alina specjalnie wyszła wcześniej z zajęć i przyjechała do nich po upływie półgodziny. Potem cała grupa wybrała się na posterunek policji, gdzie przedstawili film z ukrytej kamery. Policjanci byli bardzo zdziwieni.

- A jednak to prawda… – rzekł jeden z nich.

- Myśleliśmy cały czas, że te informacje o narkotykach są fałszywe… – powiedział drugi i dodał – Za każdym razem, gdy się tam zjawialiśmy, to nic nie znaleźliśmy.

- To widocznie dlatego wymyślili tą całą bajeczkę o tym duchu – odezwała się Alina i kontynuowała – Chcieli odwrócić uwagę państwa i mieszkańców od tego, że sprzedają narkotyki i przetrzymują dziewczynę.

- Ma pani rację – zgodził się z nią pierwszy policjant i zapytał – Ale dlaczego ją porwali?

- Widocznie ona o nich  wie coś, co im się nie podoba – odpowiedziała Alina.

Kilku policjantów wraz z grupą przyjaciół pojechała do akademika i dotarła do pokoju, w którym mieszkali dilerzy. Jeden z funkcjonariuszy zapukał normalnie, a gdy ktoś otworzył, od razu weszli i zakuli wszystkich studentów w kajdanki oraz uwolnili Dorotę.

 

Jak się później okazało, Dorota chciała iść na policję również z nagranym filmem, na którym dwóch mężczyzn z tego pokoju sprzedaje narkotyki. Jednak została ona przyłapana przez Czubę. Dilerzy chcieli ją zmusić do tego, aby usunęła ten film, jednak nie chciała się zgodzić. Przez kilka dni mężczyźni ją więzili i torturowali, aby w końcu zgodziła się. Mieli ją już zabić właśnie, gdy akurat wkroczyła policja.

- Bardzo ci dziękuję, Alino – zwróciła się Dorota po wyjściu z komisariatu do Aliny, która również zeznawała.

- Nie ma sprawy, po prostu lubię zajmować się zagadkami – uśmiechnęła się Alina i dziewczyny razem poszły do Moniki i Ani oraz Alka świętować zwycięstwo.

Wieść o tym, że Alina rozbiła grupę dilerów narkotyków rozeszła się z prędkością błyskawicy po całym akademiku, w którym mieszkała Monika. Za każdym razem, gdy Alina pojawiała się na korytarzu, słyszała wiele pochwał od sąsiadów swojej przyjaciółki.  Nawet na swojej tablicy na Facebooku czytała wiele pozytywnych wpisów. Internet również sprawił, że zainteresowały się nią lokalne media. Udzieliła wywiadu do gazety, do radia i do telewizji. Gdy mama wraz z  rodzeństwem zobaczyła ją w telewizji, zadzwoniła do niej, pękając z dumy. Alinę bardzo to ucieszyło, bo mama zawsze była sceptycznie nastawiona do jej pasji rozwiązywania zagadek kryminalnych i pomagania ludziom. Uważała, że to jest niebezpieczne.

- Kurczę, Alina jest teraz gwiazdą! – uśmiechnęła się Ania, gdy wraz z Moniką siedziały na swoich łóżkach w pokoju.

- No, w końcu zasługuje na to – rzekła Monika i dodała – Jest jak Anioł Stróż. Nie pozwoli, aby stało ci się coś złego i żebyś ty wpadła w to zło. W dzisiejszych czasach bardzo łatwo o to.

Po tych słowach pożegnała się z koleżanką i wyszła z pokoju.

Było dość ciepło, więc miała na sobie tylko bluzkę z krótkim rękawem i dżinsowe spodenki. W sklepie kupiła wszystkie jej potrzebne produkty. Było tego bardzo dużo, więc niosła dwie ciężkie torby. Gdy zbliżała się do akademika, niespodziewanie zjawił się przy niej Aleksander.

- Hejka! Jak tam mija dzień? – przywitał się wesoło.

- Cześć, dziękuję, dobrze, a tobie? – spytała również wesoło Monika.

- Również dobrze, mimo że mam dużo kolokwiów w tym tygodniu i jednego nawet nie zaliczyłem – odparł Aleksander i zapytał – Może pomóc ci z tymi torbami?

- Wiesz, może weź, chociaż jedną, bo już mnie jedna ręka boli – powiedziała Monika i dała chłopakowi jedną torbę. Gdy byli w windzie, Aleks znów spytał:

- Widziałaś wywiad z Aliną w telewizji?

- Oczywiście, jestem z niej szalenie dumna – uśmiechnęła się Monika i dodała – Cieszę się, że została doceniona za to, co zrobiła.

- Nic w tym dziwnego, w końcu uratowała komuś życie – powiedział Olek. Wyszli na korytarz i poszli pod drzwi pokoju Moniki. Dziewczyna otworzyła drzwi i oboje weszli do środka segmentu. Monika musiała drzwi do swojego pokoju również otworzyć za pomocą klucza, ponieważ Ania wyszła na zajęcia. Gdy weszli do środka, położyli zakupy na stole, a potem rozłożyli i pochowali do lodówki. Gdy skończyli, usiedli razem na krzesłach wokół stołu.

- Jak się trzymasz po zerwaniu z Frankiem? – zapytał Aleksander.

- Dobrze, już o nim zapomniałam – uśmiechnęła się Monika i dodała – A co?

- Nic, tak się pytam – odparł Olek i zaczął patrzeć się na stół.

- A ty jak po zakończeniu związku z Malwiną?

- Też dobrze – odparł Olek, ale Monika czuła, że kłamie.

- Nadal nie możesz się po niej pozbierać, co? – zapytała prosto z mostu.

- Wcale, że nie, już się po niej pozbierałem – odpowiedział Aleksander i dodał – Powoli o niej zapominam.

- No właśnie, powoli – rzekła Monika i dodała – Mnie możesz powiedzieć, nie powiem nikomu.

- Nawet Alinie? – zapytał Alek.

- Nawet Alinie – odparła Monika.

-  Chodzi o to, że nie mogę nadal zapomnieć o Malwinie…- oznajmił Alek i dodał – Mam wrażenie, że nadal ją kocham, mimo, że wiem, że mnie oszukała.

- Rozumiem cię, też tak przez chwilę miałam – rzekła Monika.

- Ciągle imprezuję, poznaje czasami naprawdę niezłe laski, ale i tak Malwina siedzi mi w głowie.

- Musisz po prostu być cierpliwi i poczekać. Czas jest najlepszym lekarstwem – powiedziała Monika, a po chwili dodała – Bardzo dobrze, że się bawisz, przynajmniej poprawiasz sobie humor.

- To może tak zamiast siedzieć tu i użalać się nade mną, pójdziemy gdzieś, co? – zaproponował Aleksander.

- A jaką masz propozycję? – zapytała Monika.

- Znam taką fajną lodziarnię, w której sprzedają wyśmienite lody. – odpowiedział Aleksander i zapytał z uśmiechem – Czy może jesteś na diecie?

- A gdzie tam! – zaśmiała się Monika i odpowiedziała – Możemy iść!

Po tych słowach oboje się podnieśli, zebrali i wyszli z pokoju.

Do lodziarni szli na skróty przez park. W pewnym momencie Monika źle się trochę poczuła i musieli usiąść na ławce.

- Pewnie dlatego tak się poczułaś, ponieważ miałaś ostatnio stresujący okres – rzekł Aleksander.

- Chodzi ci o tą aferę z duchem? – zapytała Monika i dodała – Trafiłeś w sedno. Ja i Ania byłyśmy naprawdę zestresowane i wystraszone, a teraz, gdy to się skończyło, to z nas te wszystkie emocje zeszły.

- Przepraszam państwa, czy mogłabym koło państwa usiąść? – odezwała się pewna starsza pani z laską.

- Ależ oczywiście – powiedziała Monika i się przesunęła do Alka.

- Przepraszam, że państwu przeszkadzam, ale bardzo się zmęczyłam – rzekła kobieta i otarła pot z czoła.

- Niech się pani niczym nie przejmuje, niech pani spokojnie odpoczywa – uśmiechnęła się Monika i wyciągnęła swój telefon. Dostała wiadomość od Aliny.

- O, wiesz, że Alina przed chwilą miała spotkanie z fanami?- powiedziała Monika wesoło.

- Z fanami? To już ma fanów? – zdziwił się Aleksander.

- Może pójdziemy zobaczyć, co? – zaproponowała Monika.

- Dobrze, chętnie zobaczę, jak moja kuzyneczka staje się celebrytką! – zaśmiał się Alek i zapytał – A gdzie to jest?

- Napisała mi, że na rynku – odpowiedziała Monika, wiąż patrząc na telefon.

- Dobra, to chodźmy tą drogą i wyjdziemy z parku prosto na przystanek – powiedział Olek, Gdy wstali, pożegnali się ze starszą panią i chwilę szli prosto, a potem skręcili w lewo. Wyszli z parku i znaleźli się na chodniku, niedaleko przystanka autobusowego. Szybko kupili bilety w kiosku i pojechali odpowiednią linią na rynek, Podczas jazdy Monika zapytała:

- A co z naszą lodziarnią?

- Na rynku jest również świetna lodziarnia, pracuje tam mój znajomy – odpowiedział Aleksander.

Gdy dotarli do celu, zobaczyli tłumy nastolatków wokół wielkiej sceny, na której siedziała na krześle Alina, a w ręce trzymała mikrofon. Obok niej stał prezydent miasta, Jarosław Kopytko. Był to mężczyzna około pięćdziesięciu lat, ubrany w czarny garnitur i niebieską koszulę, a na szyi miał zawiązany fioletowy krawat. Miał ciemne włosy, w niektórych miejsca siwe.

- Pani Alino, Kacper chciał się zapytać, dlaczego pani lubi zajmować się takimi rzeczami jak rozwiązywanie zagadek – rzekł prezydent.

- Od dziecka pasjonowałam się tajemnicami i zagadkami – oznajmiła Alina – Dosłownie korciło mnie zawsze, aby poznać przyczynę, dlaczego tak jest, jaka jest odpowiedź danej zagadki i tak mi już zostało.

Pan prezydent znów zaglądnął do swojej listy pytań i powiedział:

- Ilona za to pyta o pierwszą sprawę, jaką pani rozwiązała.

- Chodzi o taką poważną, czy o sprawę w ogóle? – zapytała Alina. Widać było, że to wystąpienie publiczne było dla nie bardzo stresujące. Ciągle przebierała palcami u lewej ręki.

- Może niech pani opowie o takim i takim – zaproponował prezydent.

- Taką niezbyt poważną sprawą było odkrycie, kto zjadł całe ciasto mojej babci, które było przygotowane na jej imieniny.  – powiedziała Alina i po przełknięciu ślin kontynuowała – Trochę mi to zajęło, ale odkryłam, że to byli dwaj kuzyni, którzy byli wielkimi żarłokami. A taka poważna to było odkrycie, kto rozprowadzał alkohol po szkole w drugiej gimnazjum.

Tak odpowiadała na kolejne pytania przez dobrą godzinę. Z czasem zaczęła być coraz mniej spięta i odpowiadać coraz szybciej i z uśmiechem. Wszystko dlatego, że zobaczyła swą najlepszą przyjaciółkę i kuzyna.

- I ostatnie pytanie… – rzekł pan prezydent, wyraźnie zmęczony czytaniem – Co każdy detektyw powinien mieć?

- Albo raczej kogo – odpowiedziała Alina i dodała – Przyjaciół. To oni zawsze nas dopingują, abyśmy się nie poddawali i śmiało osiągali swoje cele.

Po pytania przyszedł czas na autografy. To również Alinie zajęło dużo czasu, więc Aleksander i Monika poszli na lody. Sprzedawał w niej znajomy Alka, Miłosz.

- To jakie chcesz lody? – zapytał Aleksander.

- Truskawkowe – odparła Monika i dodała – Moje ulubione.

- Miłosz! Ja poproszę czekoladowe dla mnie i truskawkowe dla tej damy! – zawołał Alek do sprzedawcy, wskazując na Monikę. Dziewczyna zaśmiała się i wyciągnęła portfel, aby wyjąć pieniądze, Olek zwrócił się do niej tymi słowami:

- Nie musisz płacić, ja za wszystko zapłacę.

Monika schowała swój portfel z powrotem z uśmiechem. Uznała, że to było bardzo miłe ze strony kuzyna Aliny. Gdy skończyli lody, wyszli na rynek, żeby zobaczyć, czy rozdawanie autografów przez Alinę się skończyło. Na rynku nie było już żadnych tłumów, co bardzo ich zadowoliło. Nagle zobaczyli Alinę, która podeszła do nich i oznajmiła:

- No wreszcie już koniec! Jestem bardzo zmęczona i jednocześnie nadal nie mogę uwierzyć, że mam tylu fanów!

- Gratuluję ci, kuzyneczko! – zawołał wesoło Aleksander i przytulił Alinę. Monika również pogratulowała przyjaciółce.

- To co? – zapytał Alek – Idziesz gdzieś z nami?

- Oj, nie – odpowiedziała Alina i dodała – Jestem tak zmęczona, że marzy mi się teraz kanapa i telewizor. Monia, która jest godzina?

Monika chciała sięgnąć do tylnej kieszeni po telefon, ale go tam nie było. Sięgnęła później do drugiej i do kieszeń z przodu, a później zaglądnęła do torebki, lecz nigdzie telefonu nie było. Wraz z Aleksandrem poszła do lodziarni, spytała Miłosza, czy może nie znalazł gdzieś jej telefonu, lecz mężczyzna powiedział, że żadnego nie widział. W końcu cała trójka wybrała się do parku, gdzie byli Monika i Aleksander. Tam też go nie było. W końcu uznali, że został skradziony, dlatego Monika poszła na najbliższy posterunek policji. Monika wszystko opowiedziała policjantom, a gdy skończyła, funkcjonariusz oznajmił:

- Jak coś będziemy mieć, to panią poinformujemy.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Ukaranie winnych i powrót do domu

Gdy doszli nad jezioro, był już późny wieczór. Rozłożyli namioty i rozpalili ognisko. Na kolację usmażyli sobie kiełbaski. Podczas jedzenia rozmawiali o tym, co zobaczyli i usłyszeli zza płotu pani Szum.

- I wyszło szydło z worka – oznajmiła Zuzanna – Teraz już wiemy, kto jest odpowiedzialny za te wszystkie morderstwa. - Tak, ale w jaki sposób je maskowała? – zapytał Kuba.

- Z tego, co usłyszeliśmy, to można wywnioskować, że podczas popełniania przestępstwa używała białych rękawiczek, aby nie zostawić po sobie żadnych odcisków palców – odezwał się Dawid – Dodatkowo upozorowała samobójstwo dwóch z nich.W jaki sposób?

- Musimy jeszcze porozmawiać z panią Danusią na ten temat – powiedziała Zuzanna i dodała – Może pamięta, jak wyglądało ciało jej syna.

- Ja mam wrażenie, że Klara musiała ogłuszyć ofiarę, a potem ją powiesić albo po prostu udusić i obwiązać jej szyję sznurkiem – rzekł Dawid.

- Masz rację – zgodziła się z nim Zuza i dodała – Dlatego najpierw musimy porozmawiać z panią Danutą i jeżeli nasze obawy się potwierdzą, idziemy na policję!

- Spoko, to jeżeli nasz plan ułożony, to może idziemy już spać, co? – zapytał Kuba i ziewnął.

- Ok, to dobranoc, chłopaki! – powiedziała Zuzanna i weszła do swego namiotu.

Nad ranem obudził ją deszcz.  Nagle ktoś zaczął powolutku wchodzić do wnętrza jej namiotu. Dziewczyna się przestraszyła i zapytała:

- Kto tam?

- To tylko ja – szepnął Kuba i dodał – Namiot mi powoli przemaka i chciałem sprawdzić, czy u ciebie nic się nie dzieje.

- Dzięki, ale chyba jest w porządku – zaśmiała się Zuzanna i posunęła się trochę chłopakowi. Kuba położył się obok dziewczyny i pogłaskał ją po głowie. Zuzanna odwróciła się do niego twarzą i spytała z uśmiechem:

- Znowu coś kombinujesz?

- Nie, po prostu podobasz mi się – odparł Kuba – Chyba wiesz o tym.

- Tak, wiem – rzekła Zuzanna i przytuliła się do chłopaka. Potem zaczęli się namiętnie całować. Tą piękną chwilę przerwał piorun.

- Gdyby mój pies Rambo tu był, schował by się pod koc! – zaśmiał się Kuba i przytulił Zuzannę mówiąc:

- Kocham cię. Nawet nie wiesz, jak bardzo…

Obudzili się około dziewiątej rano, gdy Dawid zagrał na trąbce i krzyknął:

- Wstawać!!!!!

- Siema, Dawid – odezwał się Kuba, wychodząc z namiotu. Za nim wyszła Zuzanna.

- O, Kubuś tak się bał burzy, że aż uciekłeś do koleżanki, czy może chciałeś pocieszyć Zuzę? – zaśmiał się Dawid. Kuba też wybuchnął śmiechem. Gdy zjedli śniadanie, poszli do rzeki się wykąpać. Potem poszli do pani Danusi i zapytali ją o szczegóły dotyczące śmierci jej syna.

- Pokażę wam zdjęcia – rzekła pani Danuta i wyciągnęła z szuflady zdjęcia, na których znajdował się martwy mężczyzna.

- Wynajęłam swojego własnego lekarza sądowego i orzekł on, że zginął przez uduszenie – rzekła kobieta i dodała – Powiedział mi, że się nie powiesił,  musiał go ktoś udusić. W dodatku lekarz sądowy sprowadzony z urzędu powiedział, że mój syn się na pewno powiesił. Mój znajomy za to zauważył na jego głowie wielkiego guza. Po tych słowach pokazała zdjęcie głowy ofiary, na której widniał wielki guz.

- To na stówę musiał go ktoś uderzyć! – oznajmiła Zuzanna.

- Idziemy z tym na policję? – zapytał Dawid.

- Właściwie teraz mamy szansę ujawnić prawdę – rzekła pani Danuta i dodała – Szefem policji wcześniej był bardzo dobry znajomy dzisiejszego prezesa sądu, więc wszystko pewnie było załatwione tak, że sprawa mogła być przedstawiana jako nie do rozwiązania.

- Oprócz tych zdjęć i opinii lekarza sądowego mamy jeszcze jeden dowód przeciw pani Szum – oświadczył Kuba i Zuzanna odtworzyła nagranie z wczorajszego wieczora. Pani Danuta była zszokowana.

- A więc to tak! – zdenerwowała się i zwróciła się do młodych ludzi – Idziemy na policję!

Na komisariacie policjanci byli również zaskoczeni nowymi dowodami.

- Widać, że ma to związek z pozostałymi zbrodniami – rzekł policjant i polecił swym podwładnym zatrzymać Klarę Szum i prezesa sądu.  Gdy przestępcy zjawili się na komisariacie, od razu ich przesłuchano, pokazując materiały dowodowe, odtwarzając nagranie i także zjawił się znajomy pani Danusi, lekarz sądowy, który przedstawił swą opinię o okolicznościach śmierci ofiary. W końcu podejrzani przyznali się do wszystkiego i zostali skierowani do aresztu.

Potem cała trójka odprowadziła panią Danusię do domu. Kobieta była bardzo smutna.

- Nie mogę uwierzyć, że to ona zrobiła – rzekła po chwili ocierania łez – Wybaczyłabym jej wszystko, ale to, że zabiła moje jedyne dziecko jest niewybaczalne!

- Proszę się już nie martwić, pani Danusiu- pocieszał ją Dawid – Może nic nie przywróci pana syna do życia, ale najważniejsze jest to, ze sprawcy zostali odnalezieni i czeka ich surowa kara.

Cały następny dzień Kuba i Zuzanna spędzili bawiąc się nad jeziorem. Było tam wiele różnych atrakcji, na przykład koncerty, co bardzo spodobało się Zuzie.  Dawid również oprowadził ich po mieście i pokazał im wszystkie pozostałe zabytki. Tak było przez kolejne dwa dni. Potem przyszedł czas na powrót do domu.

- No, to pewnie świetnie się bawiłaś, Zuzanno – rzekł pan Wojciech z uśmiechem, gdy jechali do domu.

- Oczywiście – odparła Zuzanna.

- Nie tak często można natknąć się na takie ciekawe sprawy, co? – zapytał pan Wojciech.

- Muszę przyznać, że tak sprawa była bardzo intrygująca – odpowiedziała Zuzanna i po chwili dodała – Mój tata nawet nigdy się z taką nie spotkał! Jak mu opowiem o tym wszystkim, to pewnie będzie uważał, że zmyśliłam to wszystko!

- Ja i Kuba jesteśmy świadkami na to, że coś takiego miało miejsce! – powiedział pan Wojciech z uśmiechem.

Gdy pan Wojciech podjechał pod dom Zuzanny, Kuba ją odprowadził do furtki.

- Dziękuję ci, że ze mną pojechałaś – powiedział do niej i wziął ją za rękę.

- Nie ma sprawy, było mi bardzo miło, zwłaszcza spanie z tobą w namiocie, ty tchórzu!- zaśmiała się Zuza.

- Skoro tak lubisz moje towarzystwo, to zapraszam cię na kolację w sobotę w mojej ulubionej restauracji – oznajmił Kuba i pocałował dziewczynę w usta. Potem dodał:

- Tylko postaraj się, żeby twój tata nas nie śledził.

- Spoko, postaram się! – uśmiechnęła się Zuzanna i miała już wejść na podwórko, gdy pojawił się je tata z łopatką i krzyknął do Kuby:

- Hej, szczeniaku! Ja tak nie pozwalam sobie pogrywać z moją córką!

- Tato, spokojnie, to Kuba przecież, znasz go i wiesz…

- Nie próbuj go bronić, ja znam takich frajerów! – przerwał jej tata.

- Ależ proszę pana, ja mogę panu oświadczyć, że ja nie zamierzam skrzywdzić Zuzanny. Ja ją naprawdę kocham!

- Błażej, co ty wyprawiasz?! – krzyknęła mama Zuzanny – Wstyd nam robisz przed sąsiadami!

- Ja bronię naszą córkę! – odparł pan Błażej.

- To przestań bronić i właź do domu! – krzyknęła pani Sabina i pan Błażej wszedł machinalnie do domu. Pani Sabina podeszła do Kuby i przeprosiła go za zachowanie męża i wraz z Zuzanną pożegnała chłopaka.

Rozwiązanie sprawy

Zuzanna postanowiła sprawdzić, kto ukradł wazę pani Leokadii. Po szkole poszła do domu kobiety z białą rękawiczką i workiem, które wzięła z kabinetu taty. Przeszukała cały pokój i jedynie co znalazła, to klucze z breloczkiem w kształcie samochodu i  zawieszkę do bransoletki z kształcie piłki do koszykówki. Później poszła do domu i przez cały czas zastanawiała się nad tym, kto mógłby być potencjalnym sprawcą, Nagle ktoś zapukał do drzwi jej pokoju.

- Proszę! – zawołała Zuza i do środka wszedł Kuba.

- Cześć! – rzekł z uśmiechem i dodał – Widzę, że rozmyślasz nad tym, kto jest złodziejem.

- Tak – westchnęła Zuzanna – Nie mam bladego pojęcia, kto to mógłby być.

- A ja mam wrażenie, że to jest jasne jak słońce – oznajmił Kuba.

- Kogo masz na myśli? – zapytała Zuza.

- Sebastiana – odparł Kuba – Wiem, że  mi nie wierzysz, ale to prawda.

- Dlaczego tak sądzisz? – spytała Zuza, gniewając się.

- Znam Sebastiana o wiele lepiej niż ty i wiem, że on cię wcale nie lubił – powiedział Kuba – Chciał cię jedynie wykorzystać, aby zbliżyć się do twego taty i go otruć.

- Wiesz, Kuba, mam pewne podejrzenia co do niego, ale tylko w sprawie otrucia mojego taty. Nic więcej – odparła Zuzanna.

- To niby dlaczego miałby otruć twojego tatę? – zdenerwował się Kuba – Przecież nie zrobił tego dla zabawy! Znam go i wiem, że często kradnie wartościowe rzeczy.

- To on…? – zdumiała się Zuzanna. Nie mogła w to uwierzyć.

- Tak – rzekł Kuba – Jeśli to zrobił, to nie pierwszy raz.

- Skąd o tym wiesz? – spytała Zuza.

- Kiedyś mu pomagałem – powiedział Kuba – Pracowaliśmy razem u Kazimierza Szmuglera.

Ta wiadomość wstrząsnęła Zuzanną.  Wiedziała dobrze, kim jest ów Kazimierz Szmugler – najbardziej znany przemytnik kradzionych rzeczy. Pan Mirosław próbował go złapać aż trzy razy i za każdym razem mu się to nie udało.

- Pracowaliście u niego?! – zdziwiła się jeszcze bardziej Zuzanna.

- Tak można powiedzieć – odparł Kuba – Pewnego razu zobaczyliśmy go jak włamywał się do sklepu jubilera. On też nas spostrzegł i podszedł do nas z pistoletem. Powiedział, że jeśli powiemy o tym policji, to nas zabije.

Po tych słowach usiadł na łóżku dziewczyny. Zuza klęknęła przy nim i spytała:

- I co potem było?

- Powiedzieliśmy o tym rodzicom, którzy poszli z tym na policję – kontynuował Kuba – Kilka dni później Szmugler przyszedł do mojego domu, gdy byłem sam. Groził mi, że jak nie będę mu pomagał, to mnie zabije. Był z nim nawet Seba, który zgodził się z nim współpracować.

- Dlaczego zrezygnowałeś? – zapytała znów Zuzanna.

- Nie mogłem wytrzymać – odparł Kuba – Wiele razy chciałem zgłosić to na policję, ale się bałem.

- Teraz nie będziesz się niczego obawiać – oznajmiła Zuza – Pomogę ci.

- Niby jak? – spytał Kuba – Przecież twój tata jest w szpitalu.

Nagle do pokoju weszła pani Marlena.

- Tata wychodzi dzisiaj ze szpitala – oznajmiła – Jedziesz z nami po niego?

- Zostanę z Kubę – rzekła Zuza i pani Marlena wyszła.

- To widocznie możemy liczyć na mojego tatę – uśmiechnęła się Zuzanna.

- Skoro masz breloczek i zegarek, które jednak nie należą do Seby, to może faktycznie ktoś inny mógł to zrobić.

- Skoro znalazła zawieszkę w kształcie piłki do koszykówki, to złodziejem może być ktoś z klubu koszykarskiego.

- I także ten, kto ma samochód – dodał Kuba – Pewnie nieźle się wystraszył, gdy zorientował się, że zgubił te rzeczy.

- Znasz może kogoś z drużyny koszykarskiej mającego prawo jazdy?

- Tak  - odparł Kuba – To sam kapitan naszej drużyny, Norbert Skalski. Jednak trochę trudno mi uwierzyć, że to on mógłby wziąć tą wazę.

- Pozory mylą, Kuba – rzekła Zuzanna – Mój tata cały czas mi to powtarza.

Następnego dnia przed lekcjami Kuba i Zuzanna szukali Norberta Skalskiego.  Znaleźli go dopiero w kawiarence. Chłopak siedział sobie przy stoliku i pił kawę.  Gdy Kuba i Zuza podeszli do niego spojrzał na nich wyniośle i zapytał:

- Czego?

- Chcemy z tobą pogadać – powiedział Kuba i pokazał mu breloczek oraz kluczyki. Norbert zdumiał się na widok tych rzeczy i spytał:

- Skąd wy to macie? Ku

- Znaleźliśmy w domu pani Leokadii, która mieszka w mojej miejscowości – odparł Kuba.

- Ja się nie włóczę po wsiach – zaśmiał się Norbert – Poza tym, co obchodzi mnie jakaś baba?

- Radzę ci się przyznać, bo jak nie to… – warknął Kuba, ale Zuza w porę go zatrzymała. Usiadła naprzeciw Norberta, spojrzała mu głęboko w oczy i zapytała:

-Czy to ty ukradłeś wazę pani Leokadii?

- Nie – odparł Norbert – Nawet jej nie znam.

- OK, wierzymy ci – rzekła Zuza i dodała – Skoro to nie ty, to ktoś musiał cię wrobić.

- Podejrzewasz kogoś?- spytał Kuba.

- Moją byłą dziewczynę – odparł Norbert – w podstawówce o mało co nie trafiła do poprawczaka i od kilku miesięcy była bardzo agresywna. Zaczęła się też zadawać z jakimiś podejrzanymi typami. Od czasu naszego zerwania nie daje mi żyć!

- Co masz na myśli? – zapytał znów Kuba.

- Ciągle grozi, że mnie zabije – odpowiedział Norbert – Pewnie dlatego, że odkryłem, czym się zajmuje…

- O co ci chodzi? – spytał Kuba.

- No… robi to samo, co ty kiedyś… – odpowiedział Norbert i dodał – Mieszkasz niedaleko niej, to możesz ją poobserwować.

- Dobry pomysł! – uśmiechnęła się Zuzanna – Niedaleko jej domu jest staw, nad który często chodzisz, to mógłbyś zobaczyć.

- W porządku -odrzekł Kuba – Nudzi mi się często wieczorami, bo mój młodszy brat zabiera mi kompa, więc nic nie stoi na przeszkodzie. 

- Dzięki za pomoc, Norbert – oznajmiła Zuzanna i oddała chłopakowi klucze i breloczek. Potem wraz z Kubą poszła pod klasę.

 

Wieczorem Kuba zgodnie z obietnicą poszedł nad staw z lornetką, aby zobaczyć, co robi była dziewczyna Norberta, Maja. Obserwował dom przez dobrą godzinę i nic nie zauważył. Nagle ujrzał Maję wraz z Sebastianem. Odłożył lornetkę i pobiegł brzegiem stawu prosto pod dom Mai.  Schował się w krzakach i wyciągnął aparat. Zrobił im kilka zdjęć. Nagle zobaczył w rękach Sebastiana  wazę pani Leokadii! Już chciał zrobić zdjęcie, gdy niespodziewanie ktoś go chwycił za szyję i zaczął dusić. Chłopak próbował się uwolnić z uścisku, lecz nie dał rady.  Po chwili został czymś uderzony i stracił przytomność.

Obudził się na podłodze w jakimś dziwny pomieszczeniu bez okien. Był związany sznurami i miał usta zaklejone taśmą. Po chwili do środka wszedł Sebastian wraz z Mają. Chłopak kopnął go w brzuch, odkleił mu taśmę i zapytał:

- Po co tyś się tu szwędał?!

- Nie twój interes – odpowiedział Kuba, za co znowu został uderzony w brzuch?

- Jeżeli chcesz przeżyć do jutra, to radzę ci mówić -powiedział Sebastian i powtórzył pytanie. Kuba tym razem nic nie odrzekł.

- Nie pomaga? To zaraz sprawię, że puścisz farbę! – ryknął Sebastian i wyszedł z pomieszczenia. Przy Kubie została Maja i cały czas patrzyła na niego. Po kilu minutach zjawił się Sebastian z nożem.  Maja posadziła Kubę na krześle, a Sebastian zbliżył się do niego i przyłożył mu nóż do gardła, mówiąc:

- Dobra! Teraz gadaj! Po co się zakradłeś do domu Majki i robiłeś nam zdjęcia?!

- Nic ci nie powiem! – krzyknął Kuba – To nie twoja sprawa! 

- A właśnie, że moja! – odparł Sebastian – Jeśli wszystko powiesz tej…

- To trzeba było się do niej nie przyklejać! – przerwał mu Kuba – Wbrew pozorom nie jest taka głupa i naiwna…

- Ach, ty kochasiu… – westchnął Sebastian i odłożył nóż na stół. – Zawsze ją lubiłeś, zawsze ci się podobała, tylko nigdy nie odważyłeś się tego powiedzieć jej…

Po tych słowach zaczął chodzić wokół Kuby, myśląc o czymś. W końcu stanął przed nim tyłem i oznajmił:

- Majka! Zadzwoń po Zębacza i pilnujcie go.

- Mamy go przesłuchiwać? – zapytała Maja.

- Nie – odpowiedział Sebastian – Tylko go pilnujcie. Ja zaraz  przyjadę.

Gdy to powiedział, wybiegł na zewnątrz, wsiadł na motor i pojechał.

 

W tym czasie, Zuza  siedziała w swoim pokoju, bez przerwy wpatrując się w telefon. Od dwóch godzin czekała na wiadomość od Kuby. Bardzo się o niego martwiła.  Oprócz niej, nikogo nie było w domu. Rodzice byli w pracy, a siostra poszła na urodziny do koleżanki. Podeszła do okna i zobaczyła obok swojego domu motor. Przez salon weszła na korytarz i nagle usłyszała dzwonek do drzwi. Otworzyła je i zobaczyła  Sebastiana, który wziął ją za ramię i siłą zabrał na motor.  Próbowała mu się przeciwstawiać, lecz nie dała rady.  Gdy przyjechali pod dom Mai, zaprowadził ją do miejsca, gdzie przebywał Kuba. 

- Jak nie powiesz, to ją zabiję!

Obok domu Mai przechodziła pani Leokadia. Kiedy usłyszała krzyki, podeszła do otwartych drzwi i zobaczyła Zuzannę trzymaną przez Sebastiana. Od razu wyciągnęła telefon i zadzwoniła na policję, a także po pana Mirosława. 

- Gadaj! – krzyczał cały czas Sebastian. Kuba był wystraszony, nie wiedział, co zrobić.  Jak powie, to on zostanie zabity (znając życie Zuza też), a jak nie powie, to Zuzanna zginie. Nagle policjanci wtargnęli do pomieszczenia, zatrzymali Sebastiana, Maję i Zębacza – grubasa, który stał z boku.  Po chwili wszedł też tata Zuzanny, który uwolnił Kubę i potem go wraz z Zuzanną przytulił.

- W porządku? – zapytał pan Mirosław. Zuza pokiwała twierdząco głową. Po chwili dwóch funkcjonariuszy prowadziło w kajdankach Kazimierza Szmuglera. 

- No! – zawołał tata Mirosław – Wreszcie cię znalazłem!

- Udało ci się? – zdziwiła się Zuza.

- Ty mi w tym pomogłaś – uśmiechnął się pan Mirosław – Mama przez przypadek podsłuchała twoją rozmowę z Kubą i o wszystkim mi powiedziała. Gdy wyszedłem ze szpitala, zadzwoniłem do pani Leokadii. Poprosiłem ją, aby zadzwoniła do mnie, jakby się coś działo wokół domu Mai. Czułem, że właśnie tu będzie się coś działo.

- A jak się dowiedziałeś o tej całej sprawie? – zapytała znów Zuzanna.

- To już moja słodka tajemnica – odparł z uśmiechem tata i wraz z Kubą wyszli na zewnątrz.

 

Kazimierz Szmugler, Sebastian oraz Maja i inni ich współpracownicy, trafili do więzienia. Waza wróciła do pani Leokadii, tak samo jak inne ukradzione rzeczy, gdyż wielu ludzi zgłaszało się na policję.