Szybkie rozwiązanie sprawy i niespodzianka Dawida

Galeria

Następnego dnia Alina wraz z Dawidem pojechała po zajęciach do sklepu detektywistycznego. Kupiła kilka kamer z podsłuchem oraz krótkofalówki. Potem dziewczyna zadzwoniła do klienta i zapytała o adres sklepu, w którym pracowała jego dziewczyna.  Jeszcze spotkała się z nim, aby … Czytaj dalej

Znalezienie sprawcy, który podszywał się pod kogoś innego…

Galeria

Wieczorem Alina pojechała z panem komisarzem Bykiem do baru, w której pracowała rzekomo dziewczyna Andrzeja. Po drodze Alina opowiedziała mężczyźnie, czego dowiedziała się od Moniki. – Myślę, że ta kobieta może nam trochę pomóc, jeżeli okaże się, że to faktycznie … Czytaj dalej

Po znalezieniu kilku dowodów i wraz z pomocą policji, udało się rozwiązać sprawę.

Galeria

Następnego dnia Alina wraz z Dawidem wstali wcześnie rano, aby pójść pod dom profesora Wyściółki. Gdy dotarli na miejsce, okazało się, że nie mogą wejść na posesję, ponieważ bramka jest zamknięta. – To musiała pewnie zrobić pani Pałac – rzekł … Czytaj dalej

Kolejne ślady doprowadziły do sukcesu – telefon znaleziony!

Galeria

Alina ruszała na uczelnie, gdy nagle nieopodal supermarketu po drugiej stronie ulicy ujrzała Marię Drewienek z dwoma rosłymi mężczyznami. Widać było, że się kłócili. Po chwili staruszka odeszła od mężczyzn i podeszła do pasów i przeszła na drugą stronę ulicy, … Czytaj dalej

Rozdział III : Na jaw wyszło tyle nowych faktów, że sprawę było łatwo rozwiązać…

Przez kilka dni Alina nie zajmowała się sprawą Moniki, ponieważ miała dużo kolokwiów do napisania. Jednak podczas nauki często zastanawiała się nad tym, co zobaczyła po ostatniej wizycie u Moniki. Czy to może właśnie Franek i Malwina mogli otruć ją? W sumie mogłoby się to wydawać prawdopodobne, jednak jakie korzyści mogłaby im przynieść śmierć Moniki? Gdy zdała wszystkie kolokwia, od razu po zajęciach poszukała Franka. Studiowali na tym samym wydziale, więc nie było trudno go znaleźć. Jak zwykle siedział przy stoliku ze swoimi kolegami i chwalił się różnymi rzeczami. Alina usiadła sobie przy sąsiednim stoliku, ale tyłem i udawała, że czyta książkę.  Wsłuchiwała się w słowa Franka, które przyprawiały ją o mdłości.

- A wiecie, że chodzę z dwoma laskami? – odezwał się Franek po krótkiej przerwie.

- No co ty nie powiesz! – zdziwił się jeden z jego kolegów i dodał – I żadna z nich cię nie zabiła za to?

- Nie, bo druga nie wie o tym, a z pierwszą chciałem się tej drugiej pozbyć!

Te słowa sprawiły, że w Alinie coś zadygotało.  Te słowa zasugerowały, że Franek mógł coś zrobić Monice, na przykład właśnie dodać jej dopalacze na imprezie urodzinowej. Wyciągnęła telefon i włączyła dyktafon. Miała nadzieję, że chłopak powie coś więcej o tym.

- To ty dałeś dopalacze Monice? – zdziwił się drugi kolega, którym był Patryk. Franek schylił się do niego i zaczął mu coś szeptać, przez co trudno było Alinie usłyszeć, co mówił. Usłyszała tylko ostatnie zdanie:

- Dlatego nie mów o tym nikomu!

Po tych słowach cała grupa odeszła.

Kurczę, szkoda, że nic nie usłyszałam. Miałabym go w garści – powiedziała do siebie w myślach i poszła na zajęcia.

Następnego dnia  była sobota. Alina ze względu na sprawę Moniki postanowiła nie wyjeżdżać do domu. Rano wyjechała na zakupy do sklepu oddalonym o dziesięć kilometrów od bloku, w którym mieszkała. Gdy wychodziła z torbą napchaną zakupami, ujrzała Malwinę, która rozmawiała z koleżankami akurat przy jej samochodzie. Alina cichutko podeszła i kucnęła z drugiej strony pojazdu i wyjęła dyktafon.

- Ja i Franuś planujemy załatwić tą frajerkę i tą jej stukniętą przyjaciółeczkę – rzekła Malwina.

- Ale po co  chcecie jej coś zrobić? – zapytała jedna z dziewczyn i dodała – Przecież on może ją zostawić i tyle.

- Tak już byśmy dawno zrobili, gdyby nie wiedziała czegoś, czego nie powinna wiedzieć.

Te słowa bardzo zastanowiły Alinę. O czym wiedziała Monika, co sprawiało, że Franek i Malwina chcieli jej zrobić krzywdę?Gdy dziewczyny poszły, Alina szybko pojechała do domu. Rozpakowała szybko zakupy, zjadła obiad i pojechała do Moniki, która także była w swoim pokoju. Miała dużo nauki, więc również nie chciała jechać do rodziny. Kiedy zobaczyła Alinę w drzwiach jej pokoju, bardzo się wystraszyła. Jej przyjaciółka miała tak poważną minę, że mogło się wydawać, że już wiedziała, kto zrobił krzywdę Monice. Gdy Alina weszła do środka, od razu zapytała:

- Wiesz może coś krępującego albo odrażającego o Franku?

- Nie, a co? – zapytała Monika, która była zdziwiona tym pytaniem.  Alina bez zastanowienia odtworzyła dziewczynie nagranie z dyktafonu. Gdy się skończyło, oznajmiła:

- Skoro chcą cię załatwić, to musisz coś jednak wiedzieć. Nie okłamuj mnie.

Monika usiadła na swym łóżku i gorzko zapłakała. Nie dlatego, że wiedziała coś odrażającego o Franku, ale zabolało ją to, że jej chłopak zdradza ją z jej przyjaciółką, która ją również nienawidziła.  Kiedy się uspokoiła oświadczyła:

- Franek handluje właśnie dopalaczami. Znalazłam kilka pudełek z nimi w jego pokoju, a później zobaczyłam go, jak sprzedawał je pewnym chłopakom. Widocznie mnie wtedy zobaczył.

- A o Malwinie wiedziałaś? – zapytała Alina podając Monice chusteczkę.

- Nie, o niej nic nie wiedziałam – odparła.

- To widocznie ona także jest zamieszana w to świństwo – powiedziała Alina jakby do siebie i dodała – Trzeba tylko dowody na to, że to sprzedają i mamy podejrzanych, a może nawet i winnych.

Po tych słowach dziewczyna miała już wyjść, lecz Monika ją zatrzymała, mówiąc:

- Skoro chcą się mnie pozbyć, to czego nie mogą tego zrobić teraz? Może zostawisz u mnie jakąś małą kamerkę? Masz chyba takie w domu…

- To bardzo dobry pomysł! – zawołała Alina i dodała – Dzięki temu będziemy miały jednoznaczne dowody na to, że to oni chcieli cię zabić!

Na szczęście Alina miała jedną kamerkę przy sobie. Umieściła ją na szafie, w najwyższym miejscu w pokoju w taki sposób, żeby było widać cały pokój. Monika dodatkowo otoczyła ją książkami, żeby nikt jej nie zauważył.

- Dobrze, to ja idę! – oznajmiła Alina i pożegnała się z przyjaciółką.

Była ósma wieczór. Monika właśnie skończyła się uczyć i postanowiła, że włączy sobie telewizor. Już miała właśnie wziąć pilot, gdy nagle ktoś zapukał do jej pokoju. Był to Franek.  Przywitanie rozpoczął namiętnym pocałunkiem. Monika czuła, że zaraz zwymiotuje, lecz wolała udawać szczęśliwą. Gdy chłopak usiadł na jej łóżku, zobaczyła w jego kieszeni jakiś woreczek.

- A co ty masz w kieszeni? – zapytała.

- A chcesz spróbować? – odpowiedział pytaniem Franek i dodał – Będzie niezła zabawa po tym.

-  To znaczy? – spytała znów Monika.

- A, będzie niezły odlot! – zawołał Franek – Masz może jakieś piwko?

- Franek, po co ty to robisz? – zapytała Monika. Była bardzo poważna. Może to była osoba, która ją skrzywdziła, ale nie mogła patrzeć na to jak Franek sam sobie robi krzywdę.

- Moja mama straciła pracę i nie miała już pieniędzy, żeby mi opłacić akademik i studia – oznajmił Franek i dodał – Chwytałem się różnych robót, ale żadna nie pomagała mi wyjść na prostą. W końcu zacząłem sprzedawać te prochy dzieciakom z podstawówki, licealistom i studentom z naszego uniwersytetu. Zacząłem zarabiać.

- Wiem, że zdradzasz mnie z Malwiną – rzekła Monika. Nie mogła się powstrzymać od wypowiedzenia tych słów.

- Tak, znudziłaś się mi – odparł Franek i dodał – Poza tym wiem, że nie zaakceptowałabyś tego, co robię.

- Dlatego, że wiedziałam o tym, że  chciałeś mnie zabić? – spytała znów Monika.

- Tak i nadal chcę to zrobić – rzekł Franek i napadł na Monikę. Przycisnął ją do ściany i zakrył jej usta dłonią, aby nie krzyczała. Potem wyciągnął nóż, na którego widok dziewczynie zaczęły kapać łzy z oczu.  Jednak to były tylko pozory. Dziewczyna szybko kopnęła mężczyznę w krocze.

- A teraz stąd spadaj! I koniec z nami! – krzyknęła Monika i pociągnęła Franka za drzwi.

Następnego dnia Alina przyszła do Moniki i obejrzała całe nagranie.

- No, to jest idealny dowód na to, że to on cię chciał zabić. Tylko musi się jeszcze przyznać,  a oto już nie trudno.

- Przecież na tym nagraniu nie jest jasno pokazane, że to on wsypał mi jakieś prochy na urodzinach – rzekła Monika.

- Może nie, ale akurat tą sprawą zajmuję się taki policjant, który z podejrzanych potrafi wyciągnąć dosłownie wszystko! – powiedziała Alina i obie dziewczyny poszły na komisariat policji. Gdy funkcjonariusze obejrzeli nagranie, to przesłuchali  Monikę, a później Alinę. Podziękowali przyjaciółkom za informację i obiecali, że szybko znajdą Franka.

Po kilku dniach okazało się, że faktycznie to Franek wsypał te dopalacze Monice. Pomogła mu przy tym Malwina. Sprawa najbliższa sprawa sądowa rozpoczęła się już za tydzień i sąd skazał obojga na karę więzienia. Dla Aliny był to ogromny sukces, ponieważ użyła swego intelektu, aby pomóc swojej najlepszej przyjaciółce. Monika również była zadowolona, lecz jednocześnie miała złamane serce. W końcu zawiódł ją mężczyzna, którego bardzo kochała…

Wiadomo, kto kradł – zakończenie serii opowiadań

Następnego dnia Zuzanna dowiedziała się, że zostały skradzione naszyjniki pani Wróbel. Jej tata pojawił się w mieszkaniu kobiety i przeszukał je w poszukiwaniu jakichkolwiek śladów.  Niestety, nic nie znalazł.

- Jejku, to jest naprawdę bardzo dziwna sprawa – rzekła Basia, gdy Zuzanna opowiedziała o całej sytuacji swoim przyjaciołom.

- A pani Wróbel nikogo podejrzanego nie zauważyła, nikt jej nie odwiedzał? – zapytał Kuba.

- Jedynie, kto ją odwiedził wczoraj, to hipnotyzer – powiedziała Zuzanna. Basia i Kuba bardzo się zdziwili. Nie mogli zrozumieć, w jakim celu miałby hipnotyzer odwiedzać staruszkę?

- Pali od dwudziestu lat i za pomocą hipnozy  chciałaby rzucić nałóg – oznajmiła Zuzanna i dodała – Jednak terapia nie skutkuje i planuje zrezygnować z tego.

- Jejku, co to ludziom czasami do głowy przyjdzie… – westchnęła Basia i cała trójka weszła do klasy, ponieważ zaczynała się matematyka.

Kolejna kradzież zdarzyła się na ulicy Kolorowej na drugim końcu Ciechanowa. Pani Łucja Ząb, właścicielka firmy kosmetycznej, zgłosiła na policję kradzież zegarka za pół miliona złotych. Tamtejszy komisariat od razu skontaktował się z panem Wołtyskiem. Sławny detektyw przyjechał na miejsce  i również nie dostrzegł żadnych śladów. Za to pani Ząb poinformowała go o wizycie pana Edwarda Kluski w swoim domu. Mężczyzna również się pytał o jakieś stare wartościowe rzeczy. Dodatkowo  pan Błażej znów został oblany lodowatą wodą z lodem, przez co musiał przerwać prowadzenie sprawy, ponieważ zachorował. Zuzanna postanowiła pomóc choremu tacie i sama zajęła się tą sprawą.

- To zaczynamy oczywiście od Kluski, nie? – odezwał się Kuba, gdy wraz z Basią i Michałem przyszli do Zuzanny.

- Ja też tak uważam – powiedziała Zuzanna i dodała – Trzeba go obserwować.

- Wiem, gdzie on mieszka – odezwał się Michał i dodał – Przejeżdżam obok jego willi codziennie, gdy jadę do szkoły autobusem.

- To może go poobserwujesz przez kilka dni, dobra? – zapytała Zuzanna i dodała – Wiesz, zobacz, kto do niego przyjeżdża i jak często oraz w jakich porach on wyjeżdża.

- Spoko, da się zrobić! – zawołał ochoczo Michał.

- Za to we czwórkę będziemy obserwować blok, w którym mieszka jego mama. Zobaczymy, czy jeszcze tam nie będzie chciał wrócić.

- Dobra, to jak wszystko wiadome, to idziemy na pizzę? – zapytała Basia.

- No pewnie! – zawołała wesoło Zuza i cała czwórka wyszła.

Następnego dnia była sobota i cała czwórka miała czas na prowadzenie śledztwa. Michał zaczaił się w krzakach naprzeciw domu pana kluski po drugiej stronie ulicy  wraz telefonem komórkowym. Za to Zuzanna wraz z Basią i Kubą obserwowali blok, w którym mieszkała emerytowana polonistka. Nie zauważyli nikogo podejrzanego przez cały dzień. Za to Michał wieczorem zadzwonił do Kuby i powiedział, że do pana Kluski dwa razy przyjechał hipnotyzer, Sławomir Wąż. Gdy przyjechał za drugim razem, to pojechali gdzieś we dwóch. 

Następnego dnia cała czwórka zebrała się w kawiarni niedaleko ich liceum i  zastanawiali się nad całą sytuacją. 

- Gdy pani Wróbel zniknęły naszyjniki, wcześniej przyszedł do niej pan Kluska i zapytał o to, czy może nie ma jakichś cennych rzeczy do sprzedania.  Potem przychodził hipnotyzer. Następowała kradzież. – mówił w kółko Kuba.

- To musi oznaczać jedno: Pan Kluska i Sławomi Wąż są związani z kradzieżami! – zawołała Zuzanna i dodała po chwili – Tylko jeszcze trzeba to im udowodnić!

- A w jaki sposób chcesz to zrobić? – zapytała Basia.

- Musimy pojechać to tej pani Ząb i zapytać, czy  przyjechał do niej ten hipnotyzer. Potem pójdziemy na licytację pana Kluski i jeżeli zobaczymy tam skradzione rzeczy, będziemy mieli dowód.

- A co z hipnotyzerem? – zapytała Basia.

- Same jego wizyty wydają się podejrzane, a poza tym jak Kluska się dowie, że go nakryliśmy, to na pewno zrzuci całą winę na niego – uśmiechnęła się Zuzanna.

W tym tygodniu licytacja pana Kluski odbywała się w miejscowości Zuzy, w ratuszu. Zuzanna i Kuba weszli do niego ubrani elegancko i trochę za poważnie, jak na swój wiek, żeby udawać jakiś bogatych ludzi. Podeszli do lady i zaczęli oglądać różne naszyjniki, bransoletki i inne piękne rzeczy. Nagle natknęli się na… naszyjnik pani Wróbel. Pan Błażej wziął sobie zdjęcie kobiety, na którym nosi jeden z naszyjników. Kuba Szybko zrobił zdjęcie telefonem. Potem zobaczyli zegarek pani Ząb. Biznesmenka dała fotografię swojego zegarka na wystawie w Paryżu. Kuba również zrobił szybko zdjęcie i para szybko wyszła z pomieszczenia. 

W tym czasie Pan Błażej pojechał do pani Ząb i zapytał, czy nie przychodził do niej jakiś hipnotyzer.

- Tak, oczywiście, Sławomir Wąż – odpowiedziała kobieta i dodała – Cierpiałam za bulimię i chciałam, żeby mi pomógł przestać wymiotować. Niestety, ale nie daje to żadnego skutku. 

Po tych słowach detektyw podziękował pani Ząb i pożegnał się z nią. 

Gdy po godzinie cała trójka spotkała się w domu państwa Wołtysików, Kuba pokazał zrobione zdjęcia. Pan Błażej wraz z córką i jej chłopakiem szybko pojechali na policję. Komisarze natychmiast zadzwonili do właścicielek skradzionych przedmiotów. Gdy kobiety rozpoznały swoje zguby, od razu policja pojechała w celu zatrzymania pana Kluski do ratuszu w miejscowości Zuzy i do prywatnej przychodni w Ciechanowie, gdzie swój gabinet miał pan Wąż. Mężczyzn zatrzymano i postawiono im zarzuty. Dodatkowo podczas zatrzymania pana Edwarda Kluski, funkcjonariusze przeszukali jeszcze jego towar i znaleźli również zgubę pani Kluski. 

Przez kilka godzin przestępcy nie chcieli się przyznać do zarzucanych i czynów, zwłaszcza pan Wąż. Jednak w końcu obaj panowie wyjaśnili całą sprawę.

- Mój interes zaczął mi coraz gorzej iść… – odezwał się pan Kluska, a po chwili dodał – Moja żona nie mogła znaleźć pracy, a u synka została zdiagnozowana białaczka… Musiałem zarabiać. Dlatego pomyślałem o kradzieży. 

- A w jaki sposób pan zaangażował pana Węża do tej całej działalności? – zapytał policjant. Pan Wąż odpowiedział:\

- Jestem przyjaciółmi od wielu lat i chciałem mu pomóc, więc ja zajmowałem ofiary hipnozą, a pan Kluska zabierał cenne rzeczy. Wcześniej oczywiście tak zagadywał nasze ofiary, żeby powiedziały, czy faktycznie coś mają, co by można było ukraść.

Policjanci zamknęli w areszcie sprawców i podziękowali panu Błażejowi oraz jego córce za pomoc. 

Gdy wyszli z komisariatu, zostali dosłownie napadnięci na fotoreporterów lokalnej gazety. 

- Pan po raz kolejny złapał przestępców, którzy kradli cenne rzeczy przez kilka lat! – zawołała dziennikarka, przykładając mikrofon do ust detektywa, a potem zapytała – Jak pan sobie poradził z tą zagadką?

- Tą zagadkę, raczej rozwiązała moja córka, Zuzanna – odpowiedział pan Błażej i przedstawił prasie Zuzę. Dziewczyna trochę nieśmiało przedstawiła całą sprawę i opowiedziała, jak przy pomocy przyjaciół odkryła, kto jest sprawcą. Wystąpienie w lokalnej telewizji sprawiło, że Zuzanna zaczęła być znana w całym powiecie i wiele uczniów ze wszystkich szkół zgłaszało do niej swoje problemy. Dzięki temu po maturze znalazła pracę w biurze detektywistycznym, które jej tata otworzył niedaleko komisariatu policji. Tak więc Zuzanna też zaczęła być sławna w całej Polsce, jak dziewczyna, której żadna zagadka nie stawiała oporu…  Studiowała dziennikarstwo, a Kuba grafikę komputerową. Nadal byli parą i po kilku latach zaręczyli się…

KONIEC 

Intuicja czasami potrafi dobrze podpowiedzieć…

Zuzanna wróciła do domu bardzo zdenerwowana. Świadomość, że jej tacie mogło się coś stać, bardzo ją martwiła.  Gdy powiedziała mamie o tym, pani Sabina z przerażenia upuściła talerze, które właśnie chciała dać do szafki.

- To co robimy? – zapytała mama.

- Sama postaram się odnaleźć tatę z pomocą policji – oznajmiła Zuza i dodała – Mam wrażenie, że za to odpowiada facet, u którego byliśmy ostatnio.

Po tych słowach poszła na górę, aby zrobić zadanie. Nie miała go zbyt dużo, ale zeszło jej długo, ponieważ nie mogła się skupić przez dłuższy czas.  Po skończonej pracy wyszła z domu i wybrała się  na komisariat do pana Ryszarda.

- Sprawdziliśmy, że ostatni raz go widziano w barze na przeciwko osiedla, w którym mieszka ten Jędrzej Ogórek – oznajmił pan Ryszard.

- To może tam pojedziemy? – zapytała Zuzanna.

- Właśnie miałem tam się udać, lecz chciałem poczekać na ciebie – odpowiedział pan Ryszard i pojechali do baru „Lizaczek”. Gdy się tam pojawili, od razu podeszli do kelnerki stojącej za ladą. Pan Ryszard oznajmił:

- Dzień dobry, komisarz Śniady, przyjechałem z córką pana Błażeja Wołtysika, który zniknął. Czy pani może nam powiedzieć, co się stało tu, gdy był ten mężczyzna tutaj?

- No, przyszedł do niego facet w ciemnozielonym dresie i dżinsach. Zaczęli się kłócić, więc ich wyprosiłam.

- A czy pani widziała twarz tego mężczyzny, który przyszedł do mojego taty? – zapytała Zuza.

- Widziałam tylko tyle, że miał jasną bródkę i ciemne oczy – odpowiedziała kelnerka i dodała – Nie widziałam, jaki miał kolor włosów.

- A pani pamięta, o co się kłócili? – zapytał pan Ryszard.

- Ten mężczyzna, który przyszedł do pana Błażeja, zaczął krzyczeć, że czemu do niego nie dzwonił, cały czas na niego czekał i czy mają zabrać się za coś. Nie mówili jednak, co chcą zrobić.

Pan Ryszard i Zuzanna spojrzeli po sobie. Podziękowali kelnerce i wyszli z baru.

- Wiecie, kto to mógłby być? – zapytał pan Ryszard.

- Mężczyzna w tym samym dresie ukradł wstążki członkiniom klubu wielbicielek romansów – odparła Zuzanna.

Pan Ryszard odwiózł Zuzę do domu. Dziewczyna opowiedziała o rozmowie z kelnerką w barze, w którym pan Błażej był po raz ostatni widziany.

- Jejku, co się stało z waszym tatą? – westchnęła pani Sabina ze łzami w oczach.  Zuza podeszła do niej, objęła ją i oznajmiła:

- Spokojnie, z tatą na pewno wszystko jest w porządku. Przecież dobrze wiesz, że nie da się nikomu zabić!

- A jeśli nie zdołał się obronić? – zapytała mama, zalewając się łzami.

- Mamuś, uwierz w tatę! – zawołała Zuzanna i dodała – Wiesz dobrze, że jest najsławniejszym detektywem w kraju! W dodatku jest twoim mężem, a moim tatą!

Te słowa podniosły panią Sabinę na duchu, co sprawiło, że kobieta przestała płakać.

Nadeszła sobota. W celu zapomnienia o emocjach ostatnich dni, Zuza zgodziła się na randkę z Kubą. Chłopak był również zaskoczony tym, że pan Błażej Wołtysik zniknął i jedynie po nim został jego kapelusz oraz płaszcz. Poszli do kina na komedię z ulubionym aktorem Zuzanny. Niestety, to nie poprawiło humoru przygnębionej dziewczynie. Kuba postanowił się nie poddać i za wszelką cechę poprawić humor swojej ukochanej. Zawiózł ją do pizzerii, gdzie zjedli ulubiony rodzaj pizzy –  margherittę. Rozmawiali o różnych rzeczach, Kuba starał się  omijać temat jej taty. Gdy odprowadzał ją do domu, dziewczyna oznajmiła:

- Kuba, mógłbyś zawieść mnie do Ciechanowa?

- Tak, a co ? – zapytał zdziwiony Kuba.

- Mam wrażenie, że mój tata może być u tego gościa, którego przesłuchiwaliśmy niedawno – rzekła Zuzanna.

- Na pewno tam może być? – zapytał Kuba.

- Tak! Jedźmy tam! – nalegała Zuza i para wsiadła do samochodu. Gdy znaleźli się niedaleko domu Jędrzeja Ogórka, wyszli z auta i  podeszli do ogrodzenia. Spojrzeli na okno i zobaczyli we wnętrzu budynku mężczyznę w czarnozielonej bluzie. Miał kapiszon na głowie, więc nie mogli zobaczyć twarzy.  Siedział on na krześle i miał związane ręce. Pan Ogórek stał przed nim i krzyczał do niego.  Nagle zdjął mu kapiszon i oboje zobaczyli… pana Błażeja! Zuzanna nie mogła zrozumieć, dlaczego jej tata tam się znalazł. 

- Co on kombinuje? – szepnął Kuba, który był również  zszokowany. Niespodziewanie pa Błażej spojrzał w okno. Widać było, że dostrzegł Zuzannę oraz Kubę  i zasygnalizował to uśmiechem. Nagle gwałtownie  wstał z krzesła i rzucił się na Ogórka. Po chwili wyprowadził go z domu przy pomocy innego mężczyzny. Od razu przyjechała policja i funkcjonariusze zabrali Ogórka do radiowozu. Zuza podbiegła do taty, mocno go objęła i zapytała:

- Dlaczego się do nas nie odzywałeś? 

- Musiałem tak zrobić, córciu – odparł pan Błażej, głaszcząc po głowie córkę. Podszedł do nich policjant i rzekł do pana  Błażeja:

- Dziękujemy, panu.

- Ależ nie ma sprawy – uśmiechnął się tata Zuzanny i zwrócił się do córki – Przyjechałaś tu z Kubą, prawda?

- Tak, Zuza nalegała, żebym ją zabrał tu, ponieważ miała przeczucie, że tu pan jest – powiedział Kuba.  Po tych słowach wszyscy weszli do jego samochodu i pojechali.

Podczas podróży, Zuzanna oczywiście zapytała tatę o powód jego zniknięcia.

- Zrobiłem to, żeby sprawdzić, kto naprawdę jest mordercą – rzekł tata i dodał – Widocznie nie zdążył się kapnąć, że sprawą „zajmuje się” młoda dziewczyna. Dlatego wpadłem na pewien pomysł. 

- Zaszył się pan gdzieś? – zapytał Kuba.

- No, można tak powiedzieć – odparł pan Wołtysik i dodał – Upozorowałem swoje zniknięcie i zamieszkałem u mojego znajomego lekarza. W celu nadania wiarygodności całemu zdarzeniu, porzuciłem swój kapelusz i płaszcz. 

- Mama cię za to zabije! – zaśmiała się Zuza – Szkoda, że nie widziałeś, jak płakała za tobą. 

- Przez ten cały czas śledziłem tego Ogórka. Pewnego dnia przebrał się właśnie w taką samą ciemnozieloną bluzę i dżinsy. Napadł na syna pana laska, Kamila. Wcześniej oczywiście ukradł kolejnej kobiecie wstążkę. Tym razem pomarańczową.  Próbował oczywiście zabić pana Laska, lecz mu się nie udało. Nie wiedział, że pan Kamil zna karate. Gdy poradził sobie z przestępcą podbiegłem do niego i chciałem, żeby mi go przytrzymał, lecz Ogórek okazał się sprytniejszy i uderzył nas jakimś kamieniem. Ocknęliśmy się dopiero wieczorem w jego domu. Cały czas chciał z nas wyciągnąć informacje o tym, skąd i ile o nim wiem. Jednak nie udało mu się. Dzisiaj znów chciał coś się  ode mnie dowiedzieć. Gdy cię zobaczyłem, Zuza, to wiedziałem, że mój plan wypalił.

- Na serio sądziłeś, że będę tutaj? – zdziwiła się Zuzanna.

- Wiedziałem, że się domyślisz, że mogę trafić do niego – uśmiechnął się pan Błażej do swej córki i dodał – Jak na prawdziwego detektywa przystało. 

- Z kim spotkałeś się w barze „Lizaczek”? – zapytała Zuza.

- To był pan Kamil. Chciałem, aby pożyczył mi swoje ubrania.  -odpowiedział pan Błażej – Znamy się od kilku lat. Po śmierci ojca zrobił się strasznie nerwowy. 

- A pan może rozgryzł to, dlaczego chciał zabić pana Kamila Laska i czemu zabił pozostałych? – zapytał Kuba. 

- Chciał nabyć  nieruchomości pana Laska! – odpowiedział pan Błażej i mówił dalej – Tak naprawdę nie pracował u żadnej z ofiar. W ogóle nie pracował. Dostał spadek po zmarłym ojcu i postanowił zainwestować go w kupno nieruchomości jednej z ofoar! Jeżeli chodzi o tatę Basi, czy Kamila, to miał zamiar sprzątnąć potencjalnych wrogów. 

- To znaczy, że ta jego wymyślona nietolerancja była bujdą? – spytała Zuza. 

- Oczywiście – odparł pan Błażej. 

Gdy Zuza wraz z tatą wróciła do domu, mama i siostra ciepło ich powitali. Pani Sabina była bardzo zła na męża, że nic jej nie powiedział o swoim pomyśle, ale była zadowolona z Zuzy, że zaufała swojej intuicji i pojechała do Ciechanowa. Kolejna zagadka pozostała rozwiązana…